Inflacja oraz inne negatywne skutki obecnych obietnic wyborczych

Ciężko znaleźć osobę, która nie zauważyłaby znaczących wzrostów cen popularnych produktów konsumpcyjnych w ostatnich latach. Z jednej strony mam jeszcze rozwijającą się dość dobrze gospodarkę, ale z drugiej rosną wydatki socjalne, a czym bliżej wyborów tym więcej obietnic ich zwiększenia. Prowadzi to do trudnej sytuacji, gdzie coraz większa cześć społeczeństwa uzależnia się od pomocy państwa zamiast zwiększać swoją produktywność, a tym samym własne pensje. Nikt nie przeczy, że pomoc Państwa w szczególnych wypadkach ma sens, ale obecne zapowiedzi doprowadzą do dalszych wzrostów cen oraz potencjalnie większych problemów w gospodarce. Pragnę podkreślić, że każdy ma prawo do godziwych zarobków oraz szans i rolą Państwa jest zapewnienie tych możliwości. Niestety krótkoterminowe potrzeby wyborcze wypaczają to rolę i kończą się a rozdawnictwie zamiast dania wędki w postaci niskich podatków, ulg, przejrzystego prawa itd.

Pomysł zwiększenia płacy minimalnej znacząco ponad średnią rynkową jest pomysłem tak abstrakcyjnym, że wręcz pewnym realizacji, gdyż obietnica ta została złożona w gorącym okresie przedwyborczym. Długoterminowo będzie skutkować wieloma negatywnymi konsekwencjami, szczególnie, że wchodzimy okres spowolnienia gospodarczego, które już jest widoczne np w Niemczech, gdzie wiele branż jak motoryzacyjna zaczęły zwolnienia. Co się może zdarzyć:
– Pracodawcy już teraz wstrzymają się z zatrudnieniem nowych osób oraz podwyżkami pensji dla mniej zarabiających.
– Do wielu branż wkroczy większa automatyzacja. Już obecnie w Warszawie standardem w wielu sieciach są kasy automatyczne co dodatkowo zmniejsza zatrudnienie.
– Ta sama pensja minimalna w drogiej Warszawie oraz np na Podkarpaciu, gdzie zyski są niższe pogłębi jeszcze mocniej bezrobocie w słabiej rozwiniętych regionach Polski.
– Małe przedsiębiorstwa stracą na konkurencyjności. Rodzinny sklep osiedlowy nie będzie miał szans w konkurencji z zautomatyzowanymi innymi sklepami. Malo którego “prywaciarza” będzie stać na automatyczną kasę. Pewnie będzie musiał podnieść ceny aby opłacić obecnych pracowników. Zyskają na tym duże sieci oraz korporacje, które będą miały tańszą ofertę.
– Większość przedsiębiorstw podniesie ceny wraz z zwiększeniem się pieniądza na rynku. Przy tej samej ilości towarów, więcej pieniędzy oznacza wyższe ceny czyli inflację. Co gorsza ten pieniądz jest zwykle z pożyczek zaciągniętych przez Państwo co zwiększa zadłużenie, głównie zagraniczne.
– Wyższa płaca minimalna to wyższe wpływy budżetowe do kasy Państwa. Stąd zapewne oczekuje się zmniejszenia dziury budżetowej. Problem w tym, że przy większym bezrobociu oraz spowolnieniu gospodarczemu wpływy mogą nie zwiększyć się tak znacząco.
– Wyższa inflacja to przerzucenie kosztu spłaty długów Państwa na obywateli. Inflacja pożera oszczędności społeczeństwa, a tym samym ułatwia spłatę zadłużenia. Doprowadzi to do zniszczenia klasy średniej oraz uzależnienia większej ilości Polaków od Państwa.
– Inflacja często działa z opóźnieniem, ale jak raz się już rozpędzi to trudniej ją zwalczyć. Jedyną skuteczną metodą jest podwyższenie stóp procentowych, które będzie musiało nastąpić. Niestety koszt spłaty kredytów w takiej sytuacji np hipotecznych gwałtownie wzrośnie i wielu obywateli straci mieszkanie, gdyż nie będzie w stanie spłacać wysokich rat. Wiele osób brało kredyty przy rekordowo niskich stopach z kredytem zmiennie oprocentowanym. W zasadzie kredyty o stałej stopie na Polskim rynku praktycznie nie istnieją. Kredytobiorcy w zagranicznych walutach również zapłacą wyższe raty w momencie jak kapitał zacznie uciekać z Polski i nasza waluta zacznie się osłabiać.
– Długoterminowo zwiększy się ponownie exodus obywateli z Polski, tym razem będzie to podwójnie bolesne ze względu na niedawno wprowadzony exit tax.
– Sytuację dodatkowo pogorszy zapowiedziana podwyżka energii w przyszłym roku co odbije się dodatkowo na cenach wszystkich towarów oraz usług.
– Obarczenie wyższymi podatkami np Zusem specjalistów np informatyków doprowadzi do ich ucieczki do innych krajów co spowoduje spadek polskiej konkurencyjności, innowacyjności oraz inwestycji zagranicznych. Polska nie jest oparta obecnie na produkcji wysoko przetworzonych dóbr, więc został jej jedynie kapitał intelektualny, który mógł stać się podstawą unowocześnienia się Polskiej gospodarki opartej na nowoczesnych usługach.

Chciałbym podkreślić, że piszę te słowa z perspektywy osoby, która na studiach pierwszą pensję miała w wysokości 800 zł i ledwo starczyło to na opłatę czesnego oraz bieżących wydatków. Ciężką pracą i często zdrowiem, a nie przywilejami można do czegoś dojść nawet w tym kraju, ale niestety nie da się dobrobytu wprowadzić administracyjnie. Co gorsza, początkowo nawet wydatki socjalne mogą przynieść pozytywne wrażenie u wyborców, którzy mogą poczuć się “bogatsi”. Problem w tym że zjawisko inflacji jest nieubłagane i nie ma wyjątkowej trzeciej drogi, która magicznie przed nią Polskę ocali. Co z tego, że za kilka lat połowa Polaków będzie zarabiała 4 tysiące lub więcej skoro np chleb będzie kosztował 50 zł. Ilość cyferek nie ma znaczenia, a siła nabywcza czyli ile jesteśmy w stanie kupić za daną kwotę pieniędzy jest podstawą w takich dyskusjach. Niestety nikt tego nie uczy w szkołach czy w telewizji i dlatego ponownie spotkamy się z wysoką inflacją, może nawet jak w latach 90-tych. Co więcej nie ma w tej dyskusji znaczenia opcja polityczna, gdyż mamy z wielu stron obietnice wydatków socjalnych. Niestety społeczeństwo nigdy w przyszłości nie zgodzi się na cofnięcie już raz otrzymanych benefitów co jest gwarantem dalszej drożyzny oraz twardego lądowania w celu zatrzymania inflacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *